Byłem w kinie. Samo w sobie nie jest to nic niezwykłego. Raczej czynność dość prozaiczna, ale nie o tym będzie mowa w tej blogonotce.

Obejrzałem Lucy, najnowsze dzieło Luca Bessona utrzymane w konwencji kina drogi. Podróż z Lucy rozpoczyna się od poznania tytułowej bohaterki. Jest to osoba będąca typową przedstawicielką rasy Homo Sapiens. Jest młoda lubi dobrą zabawę ot ładna blondyneczka…

Nie będę opisywał fabuły filmu. Dodam tylko, że w czasie seansu bawiłem się całkiem nieźle oglądając historię Lucy. Sama w sobie nie ma tutaj większego znaczenia. Co jednak, do czorta, na blogu zajmującym się ideami postludzkiej ewolucji robi recenzja filmu?

Robi nam mały wykład na temat transhumanizmu. Czy robi to dobrze? Czy można przekazać wszelkie niuanse dotyczące tej szerokiej koncepcji? Raczej nie, jednak Lucy jest próbą odpowiedzenia co będzie kiedy pojawi się, czy też zostanie stworzony Neo Homo Sapiens, Post Homo Sapiens…

Nawet jeśli będzie to przypadek, nawet jeśli nie będzie to celem samym w sobie.

Lucy w roli postludzkiej istoty HS (nHS, lub pHS – neo Homo Sapiens, post Homo Sapiens) okazuje się zasadniczo mało sympatyczna. Obserwując rozwój Lucy w jej progresie widziałem coraz większe obdarcie jej z człowieczeństwa, ale paradoksalnie cały czas czułem, że Lucy nadal jest istotą ludzką. Właśnie istotą ludzką, ale niekoniecznie człowiekiem.

Po kilku dniach od seansu, zaczyna pojawiać się myśl, że o ile początek sekwencji progresu budziły moją sympatię, ba zrozumienie jej motywów, to każdy kolejny poziom ewolucyjny powodował coraz większe znudzenie nią samą…

Oczywiście jeśli zastosujemy tu klasyczną definicję człowieka. Która odnosi się do przedstawicieli gatunku HS nie nHS. Znów definicja nie jest stała jest płynna co powoduje, że czyny Lucy w ocenie klasycznej etyki są, przynajmniej w kilku momentach jednoznacznie negatywne. Czy możemy w takiej sytuacji ocenić działania nHS, czy pHS za pomocą klasycznej etyki? Czy nie będzie ona właśnie jednym z kluczowych elementów definiowania człowieczeństwa?

Sama koncepcja rozwoju Lucy opierająca się na wzroście potencjału mózgu sama w sobie jest akceptowalna. O ile oczywiście przymkniemy oko, na uproszczenia związane z idee fix wykorzystania mózgu w procentach… W końcu to dość ambitne kino SF, jednak nadal rozrywkowe;)

Ciekawa sprawa, im potężniejsza staje się Lucy, im mniej zachowuje się ludzko, tym bardziej widać w niej brak emocji. Przynajmniej rozumianych w tradycyjnym ujęciu. Nie traci zdolności odczuwania, czy zdolności posiadania uczuć. Są one dopasowane do jej progresu, przez co może w niektórych momentach jawić się jako bezduszna i wyprana z emocji. Zakładam jednak, że są to uczucia cokolwiek odmienne od tych które odczuwamy.

Inna sprawa, zastanawiam się czy w czasie ewolucji Lucy zachowała niewinność. Owszem, bywała brutalna, mściwa. Bezlitosna, to jednak w jakiś sposób zachowała niewinność. Lub przynajmniej jej pozory.
Jej niewinność każe myśleć o czystych intencjach jej czynów. Jest to, dla mnie największa słabość tego obrazu. Każdy element pojawiający się w kolejnych sekwencjach powoduje, że czyny i działania Lucy wydają się być logiczne i nie pozbawione sensu, czy może wydają się być trochę pozbawione sensu, ale co my tam tHS wiemy co dzieje się pod kopułą ntHS.
Zatrzymałbym się na moment przy pytaniu o jej niewinność. Rodzaj ludzki utracił ją w akcie nieposłuszeństwa sięgając po owoc z drzewa wiadomości. Wiemy jak się skończył głód wiedzy… W przypadku Lucy nie ma tej chwili, lub jeszcze nie nadeszła.
Pojawia się jednak pytanie, czy w ten sposób nie zobaczyliśmy jak bardzo zwykła istota ludzka nie będzie w stanie zrozumieć bytu powołany do istnienia. Ciekawe, prawda? Bać się konsekwencji progresu, czy wierzyć naiwnie, że nasze dzieci, czy też kreacje będzie pozbawiona naszych grzechów…

Wracając do filmu. Da się go obejrzeć;) Dla posthumanistów i transhumanistów, geeków, cyberpunków czy po prostu ludzi którzy lubią tego rodzaju kino. Idźcie, nie pożałujecie, a jeśli tak się stanie to…

 

Możecie zawsze uznać, że doświadczenie Lucy wzbogaca wasze bazy danych;)